dzis zrobilem sobie day off...
kupilem nowy nawilzacz i kilka innych gadzetow... tak jestem zakupocholikiem...
slucham bjork i rozmyslam... nic dzis konstruktywnego nie zrobilem, czas ucieka mi przez palce, ale to przez ten brak swiatla...
wszyscy przypominaja mi o maturze, ale jakos tak nie czuje jeszcze stresu...
ogladalem trzecia czesc matrixa... badziewie... chociaz moze nie az tak... bylo po prostu nijakie...
musze wstac dzis a 6 godzin ale nei wjem czy mi sie uda...
strasznie duzo, ostanio wieczorami, pale papierosow... musze rzucic w pizdu...
tak mysle co sie dzis wydarzylo...
pierwszy raz tej zimy wywalilem sie i dupskiem w asfalt przywalilem...
zaplacilem ostatni rachunek erze i jestesmy ostatecznie po rozwodzie...
idea kusi nowym telefonem za 4 miesiace...
nie zrobilem prania, nie paneli w moim pokoju...
nie wypilem melisy, nie jadlem pasty...
czytam ksiazke, ale jakos taki nijaki poczatek...
moze koniec charakterny...
musze isc cos ze swoim cialem zrobic, silownia, basen, areobik?
cos napewno...
ale mi sie tak cholernie nie chce...
nawet na alkohol mam srednia ochote...
czyli...
'GDYBY MI SIE TAK CHCIALO JAK NIE CHCE'

